BajaTrzecia – Taka bajka, jaki Król.

Każdy może napisać bajkę. Ponieważ w naszej gminie pojawili się zagorzali miłośnicy tego gatunku (pozdrowienia dla Kota Paczaja i innych fanów bajkopisarstwa) – zamieszczam poniższy tekst. Różni się od innych, tym, że nie jest (tylko) bajką, lecz zagadką: zawiera sporo nazwisk mieszkańców naszej gminy.

Kto odgadnie ile?

 

Król stanął na szczycie wieży i – mlaszcząc głośno, bo akurat trzymał w gębie lizak – rozejrzał się po swoich włościach. Łata na dachu zamku nieco go zirytowała, ale pomyślał: „Nie dziwota, że wszystko się łuszczy i dynda, ten zamek to staruch – jak i ja”. Miał zły dzień: drażniło go niemal wszystko.

– Hej! – zawołał – Niechże ktoś zagra coś skocznego. Gdzie u licha podziewa się nadworny skrzypek?!

– Może lepsze byłyby dudy? – zagaił błazen przymilnie – Nic tak krwi nie poruszy jak ich dźwięk! Tylko patrzeć jak zajadą na dziedziniec!

– A może dudek? –  przedrzeźniał go król – Albo wróbel? O! Już wiem! Chcę usłyszeć śpiew ptaka! Nie ma to jak przyzwoity skowron o świcie!

– Skowron?!!! A…ależ panie… – zmieszał się błazen – Zadałeś mi ćwieka. Skąd ja ci skowrona wezmę?!

– Nie stój mi tu jak słup soli! – huknął rozeźlony władca, bo kątem oka ujrzał wielką wyrwę w murze. Nadszarpnęła go bitwa o ziemię, którą onegdaj bezprawnie chciał mu zagarnąć synowiec. Nie miało znaczenia, że na lichej glebie wschodziła jedynie gryczka, barszcz i koper. Czasami udała się też tabaka, ale zboża nie chciały tu rosnąć wcale – marny kłosek nie dawał tyle ziarna ile potrzebowało królestwo. Nawet zwierzyny żyło tu niewiele – ot, czasem przemknął lis czy borsuk, a jeszcze rzadziej zając. I tyle. Mimo to długo trwała ostatnia walka. Do chwili, gdy ziemię sporną niezwykle siarczysty skuł mróz, a kąsał tak, że nawet Turczyn-najemnik nie dał rady utrzymać szabli w dłoni.

– Gdzież podziewa się ten twój duda? – zapytał nagle król, machnięciem dłoni odpędzając gorzkie wspomnienia i zapominając najwyraźniej o swoim kaprysie skowronkowym. Może się nawet go zawstydził?

– Panie, – odezwał się nagle pachołek, który pojawił się nie wiedzieć kiedy – nadeszła wiadomość, że wóz z dudą i dudami utknął w drodze! Zdarzył się wypadek, który co prawda nie nadwyrężył  bagażu ani pasażerów, ale wóz owszem.

– Wyślijcie natychmiast stelmacha! – zawołał monarcha poruszony zupełnie nie po monarszemu.

– Kołodzieja… – szepnął pachołek.

– Śmiesz mnie pouczać?!!! – huknął król.

– Gdzieżby tam, panie! Nie znam  śmiałka, który odważyłby się ciebie pouczać – pachołek zgiął się w ukłonie, a ponieważ był bardzo niski i w dodatku pozostał na przedostatnim schodku wychodzącym na wieżę, zmusił króla do odszukania go wzrokiem – Pragnę tylko napomknąć, że wóz potrzebuje kołodzieja bardziej niż stelmacha, bo koło…

– Ach tak… – król zmieszał się lekko. Najwyraźniej nie umiał być tyranem ani gburem. Jednak, z oczywistych względów, do niego musiało należeć ostatnie słowo:  – Wobec tego wyślijcie stelmacha, kołodzieja i… tokarza. Na wszelki wypadek.

– Jeśli mogę jeszcze słówko… – odezwał się pachołek wciąż zgięty w ukłonie.

– Mów! – ponaglili go niecierpliwie król i błazen.

– Doszły nas wieści, że woźnica nie czuje się najlepiej, to mogło być nawet przyczyną kraksy…

– Co z nim?

– Woźnica wciąż robił postoje, a potem próbował nadrobić stracony czas. Krew mu z kluka idzie i z drugiej strony też… Możliwe, że to… dysenteria.

– Czerwonka?! Ależ to straszna choroba!

– Tak, panie. Nie ukrywam, że woźnicą jest mój rodak, brat niemal… Czy pozwolisz w łaskawości swojej, abym pospieszył mu z pomocą, jako cyrulik…

Jego wysokość spojrzał z rozbawieniem na jego niskość i odparł pogodniejszym niż sytuacja pozwalała tonem:

– Cyruliczek chyba… Jedź, a spraw się dobrze, niepotrzebna nam choroba na zamku.

– Dziękuję, panie. Zawsze będę o tym pamiętał… Dobry z ciebie władca, masz szczere serce i jasny umysł. Nie martw się o swoje królestwo: sprawiedliwy los nie omija szlachetnych.

Król chłonął jego komplementy jak gąbka. Gdzieś z tyłu głowy tłukło się zdziwienie, że zwykły, w dodatku tak marnej postury, pachołek śmie go oceniać, ale to mu nie przeszkadzało myśleć: „Faktycznie. Może święty nie jestem, ale i słaby na umyśle też nie!” Na fali samozachwytu rzekł więc do sługi:

– Ruszaj czym prędzej, ale najpierw weź duży kosz i wstąp do królewskiej spiżarni. Dla podróżnych i woźnicy weź połeć słoniny i garnek smalcu. Jest też suszona ryba i kiełbasa, a i bryłka soli w tej chorobie się przydaje. Tylko mleka, ni sera, ni masła nie bierz, bo dla chorego to gwóźdź do trumny może być! Ach! – machnął ręką – weź i kilka bukłaków wina, podobno czyni cuda. Pamiętaj jednak, że te frykasy nie tylko do twojego dzioba pójść mają! Nie wykorzystaj niecnie mojej dobroci, bo w dyby zakuję!

– Skądże, panie! Już moja w tym głowa, żeby pożytek dla chorych i podróżujących z tego był! A poza tym… – uśmiechnął się sługa niemal zuchwale – Gdzie, panie takie dyby znajdziesz. Zbyt marnej jestem postury, dla mnie jeszcze dybek nie wystrugano!

– Widzę, że nie taki z ciebie ciołek na jakiego wyglądasz! – król pogroził mu żartobliwie palcem i odprawił wymownym gestem.

*

Zaczęło zmierzchać, kiedy nadeszły wieści: pachołek udzielił zaskakująco skutecznej pomocy, po czym odszedł w kierunku przeciwnym niż zamek. Na odchodnym rzucił:

– Powiedzcie królowi, że już niebawem jego los się odmieni!

Zaintrygowany król przechadzał się wśród swoich ukochanych róż, delektując się ich wonią i nasłuchując tęsknego głosu kukułki, która – dałby głowę – wołała swojego kukułę. Przystanął przy jednym z krzewów obserwując jak mrówka spija z różanego ciernia kroplę wody. „Cóż za miły wieczorek” – przemknęło mu przez myśl – „Ta cisza… I rosa, która poi moje kwiaty i… mrówki.” Uśmiechnął się do siebie, gdy odkrył, że właśnie rozkwitła najnowsza odmiana róży. Podziwiał i kwiat i pąk. Jedno pyszniące się w swej krasie, drugie nieświadome zachwytu jaki dziś-jutro wzbudzi.

Ni stąd ni zowąd rozległ się huk i dźwięk przeraźliwy. Na jego oczach wielki bury baran uderzył potężnymi rogami w płot otaczający ogród. W okamgnieniu pozostała z niego kupa drzazg. O cal tylko mijając oniemiałego monarchę, zwierzę przegalopowało przez klomb z najpiękniejszymi różami. Z tej, która przed chwilą tak oczarowała króla, została jedynie miazga… Dostojny władca upadł na kolana i gołymi rękami rozgarniał szczątki piękna, które właśnie utracił. Jego serce ścisnął żal. Ku swojemu zaskoczeniu zrozumiał, że w różach odnajdywał piękno, którego coraz mniej widział w sobie i wśród murów jakimi się otaczał. Jednocześnie odezwała się pokusa, żeby zabić bydlę, które ośmieliło się stratować to co było mu tak drogie. Wtedy jednak usłyszał głos:

– Nie szukaj zemsty. To Przeznaczenie tak pokierowało bezmyślnym zwierzęciem. Zawsze myślimy, że Los jest ślepy, ale może wcale tak nie jest?

Król zerwał się na równe nogi. Rozejrzał się uważnie. Jego wzrok padł na pajęczynę, w której jeszcze bujał się przerażony pająk. Pokręcił głową: pająk nie mógł przecież gadać! Zwłaszcza głosem, który wzbudził w nim dawno zapomniane uczucia – te, które zgasły wśród wojen i zobojętniły na brzydotę otoczenia.

W zapadającej ciemności ze zdziwieniem dojrzał sylwetkę kobiety, a gdy podeszła bliżej wykrzyknął odruchowo zasłaniając oczy:

– Gołaś?!

– Wzrok masz niczym sokół, – zaśmiała się – ale mrok cię omamił. Spójrz na mnie raz jeszcze, proszę…

Kiedy otworzył oczy przekonał się, że kobieta ma na sobie suknię utkaną z płatków róż, lekką i wonną jak wieczorny wiatr.

– Chcesz mnie omamić? Moje królestwo jest biedne i małe. Toczy je wojna i choroby…

– Po co miałabym to robić? – odparła bez urazy i podeszła bliżej. Zobaczył, że nie jest już młoda, choć rysy zachowały dawną urodę. – Jesteś dobrym i wrażliwym człowiekiem: udzieliłeś pomocy w potrzebie, nie zabiłeś barana, zasmuciła cię śmierć zwykłej róży… Masz piękne serce… – spojrzał w jej oczy i… choć nie poruszyła się ziemia, nie odezwały się fanfary, a nieba nie rozświetliła zorza – coś się zmieniło.

Od tej pory król nie jest już samotny. Mury otaczające jego zamek zwietrzały, pnące róże nadały im romantyczny wygląd, a hordy turystów przyjeżdżają, aby je oglądać.

*

Czasem czeka na mróz…

Czasem tęskni za samotnością…

…ale zaraz przegania tę myśl, bo wtedy straciłby Różaną Panią, która prowadzi na zamku dobrze prosperujące biuro turystyczne MOJABAJA 🙂

9 komentarzy
  1. super!, szkoda że moje nazwisko sie nie znalazło ale i tak super. odgadniete 54 nazwiska , wypisane bo można sie bylo nie doliczyc 🙂

  2. Coś czuję, że ukrywa się tu więcej nazwisk, choć też wynikiem 54 zakończyłam lekturę tego tekstu. Oprócz tych typowo apelatywnych znajduję trochę wyrazów, które tworzą podstawę nazwisk przymiotnikowych. Kto da więcej? A może warto napisać ciąg dalszy, skoro Miłośnik baj nie odnalazł siebie? Oczekuję z niecierpliwością 🙂

    • Ależ tu słowa padają! Aż musiałam sprawdzić czy ktoś mnie nie obraża… Znalazłam to: “apelatywny – mający charakter rzeczownika pospolitego; od appellativus – pospolity” (Słownik Wyrazów Obcych, PWN)
      Z czego wynika, że kombinujesz (kombinujecie 🙂 ) dobrze, ale nazwisk jest więcej. Nie ograniczaj(cie) się do jednej wsi.
      Ciąg dalszy? – proszę bardzo. Potrzebuję jednak zestawu nazwisk, które pominęłam. Na adres: srokowoonline@gmail.com
      Pozdrawiam Czytelników-Miłośników 🙂

  3. Hej.
    Udało mi się odnaleźć 64 – skrzętnie wypisane na karteczce.
    Mam nadzieję że to konkurs z nagrodami.
    Za pierwsze miejsce proponuję….zestaw dziurek od durszlaka. Każdemu z pewnością się przyda.

  4. Bajki: super. Moja rodzina tak sie do nich przyzwyczaiła,że codzień czekamy na następną. Zagadka rozwiązana (chyba: 65 nazwisk) – mogę przesłać listę, bo chyba Pani sugeruje, że nie należy tutaj ich wymieniać? A jeśli zgadliśnmy wszystko to chcemy nagrodę: bajkę! Pozdrawiamy:)

  5. Ja też myślałam, że 65 nazwisk odgadłam, ale wychodzi mi jednak 64 (jedno odhaczyłam podwójnie), no i nie wiem – łapię się na nagrodę? Bajka mile widziana!!! Nie śmiem określać tematyki, ale jak się bajarz postara to pewnie coś pięknego wymyśli.

  6. Wykaz nazwisk na: srokowoonline@gmail.com poproszę…
    Tam też można – ale chyba lepiej tutaj? – “zapodać” temat bajki. Albo tytuł. Albo słowa-klucze. Albo coś, co nie przychodzi mi teraz do głowy.
    Jeżeli zwycięzców będzie więcej, uwzględnię wszystkie głosy. O ile nie będą mnie ograniczały. Żadnych: “ale, żeby nie było jadu” albo “więcej szału” czy “mniej wiochy” – nie uwzględniam. Miłośnik miłuje wszystko, a jadu i wiochy trzeba szukać całkiem gdzie indziej…
    Konkurs trwa do piątku – 9.11.2018 – do południa.
    Baja pojawi się 11.11 do godz. 11.11.
    Chyba, że bajarz wykręci się jakąś bajeczką…
    Ale jak go znam – podejmie wyzwanie 🙂
    Czas – start!

Dodaj komentarz

Pola oznaczone * są obowiązkowe. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.