Kinder-niespodzianki 2017/2018, cz. 1.

“Eee, co?” “E-dziennik!”

Zbliża się finał kolejnego roku szkolnego. Czas więc na pewne podsumowanie. Z oczywistych względów (obszerność materiału, głębia przemyśleń, tudzież  delikatność psychiki potencjalnych Czytelników 🙂 )  postanowiłam podzielić swoje obserwacje na części.

Mam wrażenie, że ten rok obfitował w niespodzianki. Największe to: wprowadzenie reformy w trybie ekspresowym, a kilka miesięcy później dziennika elektronicznego.

Dzisiejszy odcinek pragnę poświęcić temu drugiemu wydarzeniu (albowiem zaskoczenie reformą jest zbyt wielkie – emocje jeszcze nie opadły), natomiast dziennik elektroniczny – nawet, jeśli był zaskoczeniem – to raczej w rodzaju tych przyjmowanych z radością lub zainteresowaniem.

Rodzice, którzy nie boją się postępu i potrafią obsługiwać komputer (mam na myśli tych, którzy nie poprzestają na przeglądaniu zdjęć i filmików na Fb), w dodatku porównują oferty okolicznych szkół, a nawet mają rozeznanie jak to działa za granicą – od kilku lat systematycznie pytali kiedy wreszcie nasza szkoła wprowadzi dziennik elektroniczny. Ten temat pojawiał się na obradach Rady Rodziców co najmniej raz w każdym roku szkolnym od pięciu lat (co z nadzieją odnotowywano w niejednym protokole). Zawsze dowiadywaliśmy się, że jest to niemożliwe ze względów technicznych (zasięg Internetu w szkole, komputer w każdej klasie). W tym roku szkolnym pokonano bariery techniczne, a może uwzględniono zainteresowanie tematem, (a może jedno i drugie?) w każdym razie wkroczyliśmy w XXI wiek!

Zdania na temat e-dziennika – jak w KAŻDYM innym przypadku są podzielone.

Z mojej ankiety wynika co następuje:

 

na „plus”

„na minus”

Rodzice

– informacja spływa na bieżąco, jest do niej wgląd o dowolnej porze

– można samemu zdecydować czy wizyta w szkole jest konieczna (ważne w przypadku rodziców pracujących)

– można na bieżąco prowadzić korespondencję z nauczycielem

itd.

– informacja o ocenie często jest zbyt sucha: czasem warto wiedzieć jak dziecko wypadło na tle klasy i czy nauczyciel zauważa postęp

– prędzej docierają do rodzica informacje negatywne niż pozytywne (mowa o wiadomościach tekstowych)

Uczniowie

– w każdej chwili mogą sprawdzić jak rozplanowano np. powtórzenia i sprawdziany, a w przypadku bardziej systematycznych nauczycieli również pracę domową

– nie muszą pamiętać swoich ocen

– nie tracą czasu na przygotowywanie się do lekcji, która się nie odbędzie (info o nieobecności nauczyciela i/lub zastępstwie)

itd.

– nie mają możliwości lawirowania,

– nie mogą sobie pozwolić na „zapomnienie” o otrzymanej ocenie

 

 

Zapewne nauczyciele – po wdrożeniu się w nowy tryb pracy – doceniają fakt, że mogą z taką łatwością skontaktować się z rodzicami w kwestiach organizacyjnych i wychowawczych i że nie muszą  już zaprzątać sobie głowy pisaniem karteczek (które, przyznajmy, często giną w niewiadomych okolicznościach), a rodzice natychmiast dowiadują się o ocenach swoich dzieci. Z pewnością jakimś utrudnieniem było dla nich narzucenie sobie systematyczności (nie zapominajmy jednak, że mówimy o grupie zawodowej, która wymaga jej od innych, więc musi być w tym najlepsza!) Jak mówią ci, którzy w swoich szkołach korzystają z e-dziennika od lat – z biegiem czasu okazuje się jak bardzo ułatwia on pracę. Także dyrektorowi, kuratorium i organowi prowadzącemu.

Pewnie dlatego postęp w większości dziedzin jest tak pożądany. Kiedy przełamiemy wewnętrzny opór i uwierzymy, że zmiana – choćby rewolucyjna – działa na naszą korzyść, możemy wiele zyskać. Zwłaszcza czas i spokój.

Myślę, że nauczyciele, jako orędownicy wiedzy, samodoskonalenia i postępu właśnie, doceniają to bardziej niż inni… Mam nadzieję, że w kolejny rok szkolny wejdziemy z dziennikiem w telefonach bez zdziwienia – oby każdy sygnał o nadejściu nowej wiadomości z charakterystycznym logo programu „Librus” wywoływał uśmiech na twarzy rodziców 🙂

6 komentarzy
  1. No nie mogę! Jeśli dziennik elektroniczny jest postrzegany jako rewolucja, to czas się chyba stąd wynosić do miejsc (szkół, przychodni, urzędów), w których ludzie mają świadomość, że żyjemy w XXI wieku. Ten, kto musi “przełamywać wewnętrzny opór” w temacie użytkowania dziennika elektronicznego powinien skasować skrzynkę mailową, wyrzucić smartfona, do samochodu kupić zestaw map (koniecznie powleczonych takim plastikiem, bo się wycierają na rogach) no i oczywiście pozbyć się kart bankowych. Jak już być tradycjonalistą to na całego!

    • Dokładnie, dziennik elektroniczny to rzecz tak normalna i powszechna w XXI w. że tak naprawdę w naszej szkole powinien już być od dobrych kilku lat. Dobrze, że już jest, bo to oznacza, że szkoła rozwija się, w swoim tempie, ale rozwija. To ważne.

  2. Dziennik elektroniczny, to super sprawa, tylko szkoda, że oceny nie są przez wszystkich nauczycieli na bieżąco wpisywane. Muszę przyznać, że teraz jako rodzić mam większe rozeznanie jeżeli chodzi o prace domowe czy sprawdziany ( są zawsze informacje i można przypilnować dziecko). Mam nadzieję, że jak z wszystkim – e-dziennik będzie się rozwijał….

  3. Ja już niewyobrażam sobie życia bez dziennika, ale przyznam się że jak znajomi np z Kętrzyna mi o nim mówili, to nie wierzyłem, że to taka fajna rzecz:)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone * są obowiązkowe. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.