Gdy Jubileusz staje się historią…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jubileusz Szkoły…

Proszę wybaczyć, ale nie mogę sobie odpuścić dorzucenia swoich trzech groszy do informacji, które już się pojawiły na ten temat[1]:

Tak się składa, że w uroczystości, która odbyła się w ostatnią sobotę, 14 listopada, miałam jakiś udział. Duży czy mały, istotny czy nie – nie mnie oceniać. Jedno jest pewne: będąc blisko, uczestnicząc w żmudnych i czasochłonnych przygotowaniach, pod presją czasu i niedostatku gotówki – miałam okazję obserwować, bardziej czy mniej wnikliwie, wszystkie osoby zaangażowane w to przedsięwzięcie, czyli wszystkich pracowników szkoły, a w szczególności nauczycieli, jak również rodziców i osoby związane ze szkołą już tylko sentymentalnie. Widziałam jak długo nie było oczywiste, że jubileusz się odbędzie – brakowało zielonego światła. Mam nawet wrażenie, że sami je sobie zapaliliśmy nie przywiązując zanadto wagi do jego barwy…

I wtedy ruszyła lawina.

Przesadzam.

Najpierw potoczyły się maleńkie, nie większe od ziaren piasku kamyczki:

– Może warto, skoro mamy podwójny jubileusz, pomyśleć o nowym sztandarze? Na obecnym jest napis „Zbiorcza Szkoła Gminna im. prof. St. Srokowskiego w Srokowie”.

– Warto, ale mamy za mało czasu, nie zdobędziemy pieniędzy, nie przygotujemy projektu, nikt nie zdąży go wyhaftować…

– To może na początek konkurs na projekt, a za rok – jeśli zdobędziemy fundatorów – nada się nowy sztandar z całą pompą?

Wtedy zagrzechotały trochę większe, ale delikatne – jak Wyważona Wiara i Rozsądna Nadzieja – kamienie:

– Jeśli się teraz weźmiemy do roboty: zorganizujemy zbiórkę publiczną, sporządzimy listę osób, na które szkoła może liczyć, nadamy bieg sprawom, mamy szansę. Nie traćmy czasu na dywagacje czy się uda, zróbmy wszystko, żeby to było oczywiste!

Lawina na pewno zeszła, umknęło to naszej uwadze, albowiem pochłonęło nas Działanie. Za to miło było spojrzeć na malowniczy pejzaż jaki owa lawina pozostawiła po sobie:

Nie wiem, czy szkoła wypiękniała po wakacjach dlatego, że zaszły zmiany na stanowisku osoby pełniącej obowiązki dyrektora czy dlatego, że Jubileusz zbliżał się wielkimi krokami. Faktem jest, że stała się jasna i pogodniejsza niż ją pamiętam z czerwca.[2]

Był wszakże moment niepewności: że sala gimnastyczna – najważniejsza, bo w niej właśnie miała się odbyć cała uroczystość – nie dostąpi zaszczytu odświeżenia. Już-już rodzice – a właściwie same matki! – zakasywały kiecki i rękawy, już wdrapywały się na drabiny, z pędzlami w zębach, gdy buchnęła wieść, że pozyskano środki na przydzielenie kilku panów do wykonania tego niewykonalnego dzień wcześniej zadania. Uff!

Takim to sposobem sala gimnastyczna przeszła lifting, co ogromnie poprawiło nam samopoczucie.

Teraz już tylko z górki, wystarczy jedynie: sporządzić listę gości, opracować i zamówić nowy sztandar i parę gadżetów okolicznościowych, pozyskać sponsorów, ułożyć plan uroczystości, podczas której wspomni się historię szkoły i ludzi, którzy się tu przewinęli, przećwiczyć kilka scenek z udziałem uczniów, potem za to wszystko podziękować, wypić kawę, zjeść kawałek ciasta i można wrócić do nudnej codzienności. Drobiazg, prawda?

…a właściwie milion drobiazgów, które zsumowały się w godziny i dni spędzone:

– przy komputerze

– na naradach

– na konsultacjach telefonicznych

– na przemyśleniach kreatywnych

– na – w zależności od problemu – twórczym lub rozpaczliwym poszukiwaniu pomysłów i rozwiązań

– na obawach czy zdążymy, czy się spodoba, czy ktoś nie zawiedzie, czy ktoś nie poczuje się pominięty, niedoceniony, dotknięty

Napięcie rosło, czas się kurczył, a tymczasem – niepostrzeżenie i po cichutku – zaczęła działać Magia: konieczność zrobienia czegokolwiek przerodziła się w solidarną, mądrą współpracę, a pytanie: „kto?” w stwierdzenie: „jeśli nie my, to kto!?”

***

Właśnie dlatego mieliśmy w sobotę uroczyste poświęcenie sztandaru w kościele, przy wyjątkowej oprawie artystycznej zespołu „Wody Jordanu”, w atmosferze powagi i doniosłości tej chwili, a potem przemarsz do szkoły i odsłonięcie tablicy upamiętniającej obchodzony jubileusz. Wszystko to przy akompaniamencie poruszającej serca muzyki w wykonaniu prawdziwej orkiestry.

Uroczystość w sali gimnastycznej, prowadzona przez panią Agnieszkę Pelc, rozpoczęła się słowami:

– Poloneza czas zacząć!

W takt niezapomnianej kompozycji Wojciecha Kilara, w szesnaście par, ruszył więc Polonez międzypokoleniowy. Wśród tańczących znaleźli się bowiem zarówno dorośli, jak i bardzo młodzi absolwenci, rodzice, byli dyrektorzy, nauczyciele i inni pracownicy szkoły. Nie mógł nie przyciągnąć uwagi. Różnica pokoleń, podkreślona strojem – młodzieńcy w białych koszulach, a panienki w długich atłasowych sukniach, natomiast panowie w garniturach, panie zaś w gustownych czarnych sukienkach – pomogła zaobserwować przemyślność i skomplikowanie układu, który można ocenić jako nie najtrudniejszy, ale jeśli weźmiemy pod uwagę utrudnienia organizacyjne takie jak odległe miejsca zamieszkania i różnorodność zajęć poszczególnych wykonawców, to – doprawdy – nie wiem jak to możliwe, że byli w stanie dopracować rzecz całą aż tak pięknie. Nic dziwnego, że tancerze i  choreograf – pani Alicja Barul – otrzymali serdeczne brawa.

Zaraz po tym wprowadzono sztandary. Przyszedł czas na pożegnanie pierwszego i przyjęcie nowego sztandaru szkoły. Uroczystość krótka, acz bogata w symboliczne słowa i gesty, takie jak skrzyżowanie drzewców i ucałowanie płatu, okraszona została opowieścią jednego z dawnych dyrektorów – pana Jana Pietrzaka – jak to z pierwszym sztandarem było i zwięzłą relacją jednego z członków komitetu odpowiedzialnego za nowy sztandar – pani Agnieszki Gajowniczek, którą zakończyła serdecznymi podziękowaniami dla sponsorów[3] i słowami:

– Przekazujemy ten sztandar jako symbol najwyższych wartości: honoru i tradycji. Niech prowadzi Was ku lepszej przyszłości.

Niech!

Następnie poproszono fundatorów sztandaru o wbicie pamiątkowych gwoździ w nie mniej pamiątkową tablicę i jednocześnie złożono imienne podziękowania, a także wręczono pamiątkowe statuetki, które mają przypominać darczyńcom, w której szkole jest tablica z wbitymi przez nich gwoźdźmi i ufundowana przez nich gablota, w której od tej chwili będzie przechowywany ufundowany przez nich sztandar… A sztandar jest po prostu – i oczywiście – piękny! Spogląda z niego na nas patron: profesor Stanisław Srokowski – naprawdę warto dokładniej zapoznać się z jego biografią, bo była to osobowość nieprzeciętna![4]

Co prawda zaistniała próba nakreślenia postaci Profesora, mieliśmy nawet możliwość zobaczyć jego wcielenie w niezwykle przekonującej kreacji pana Cezarego Borocha, ale złośliwość przedmiotów martwych – w tym przypadku sprzętu elektronicznego – nie pozwoliła ujawnić talentów osób występujących w scence. A szkoda! Mimo to, pragnę wyrazić swój podziw wobec zimnej krwi aktorów i scenarzystów – sama już nie wiedziałam co jest elementem przedstawienia, a co maskowaniem niepowodzenia. Możliwe, że świadczy to o niedostatku mojej inteligencji. Już tego nie zmienię 🙂

Zaraz potem mieliśmy okazję wysłuchać hymnu szkoły[5] i obejrzeć prezentację multimedialną ukazującą najważniejsze wydarzenia i osoby związane z historią szkoły[6].

Chwilę później odczytano nazwiska tych, których można spotkać już tylko na prezentowanych właśnie zdjęciach – tych, co odeszli. Padało więc nazwisko, a dzieci ze zniczami ustawiały się w rzędzie na środku sali. I nagle mogliśmy zobaczyć jak wielu nie ma i nie będzie pośród nas. Podniosłość chwili, podkreślona powagą na dziecięcych buziach i niepozbawionym emocji zawołaniem prowadzącej:

– Stań do apelu!

…chyba nikogo nie pozostawiło obojętnym… Minuta ciszy była więc uzasadniona i autentyczna. Cześć Ich pamięci!

Następnie dowiedzieliśmy się, że w ciągu minionych 70 lat szkoła była prowadzona przez 9 dyrektorów. Tym, którzy mogli i chcieli przybyć na uroczystość wójt gminy wręczył statuetki.

A ponieważ zrobiło się już tak statuetkowo, pełniąca obowiązki dyrektora szkoły, pani Jadwiga Zając, wręczyła te, które się należały osobom zaangażowanym i sponsorującym samą uroczystość jubileuszową. „Do tablicy” wywołano więc tych, dzięki którym nasze spotkanie miało taką, a nie inną oprawę:

–        Przedstawiciela firmy Philips Lighting Poland SA Oddział w Kętrzynie

–        Przedstawiciela Nadleśnictwa Srokowo

–        Przedstawiciela MTI- Furninova Polska

–        pana Andrzeja Szczuckiego

–        pana Pawła Iwaniurę

–        pana Jana Pietrzaka

–        panią Reginę Wieczorek sołtysa Srokowa

–        Panią Irenę i pana Dariusza Drabyków

–        panią Krystynę Narbutowicz

–        księdza Kazimierza Sawostianika

–        panią Beatę Beyer

–        dyrektora GOK w Srokowie pana Janusza Januszewskiego

–        pana Włodzimierza Denekę

–        pana Igora Hulę

–        panią Agnieszkę Pudło

–        pana Władysława Hałaka

–        pana Władysława Mełecha

–        pana Józefa Łastówkę

–        panią Janinę Wakszyńską

Po czym okazało się, że na podziękowanie w formie dyplomu i piękny bukiet kwiatów, zdaniem koordynatorów projektu, zasłużyły też – ku ich zaskoczeniu – jeszcze trzy osoby: Ewa Dudek, Agnieszka Gajowniczek i pisząca te słowa. Było to tyleż nieoczekiwane co miłe. Dziękujemy!

Następnie głos zabrali goście: między innymi starosta powiatu gołdapskiego, starosta powiatu kętrzyńskiego i przewodnicząca związków zawodowych. Padły słowa jakich się należało spodziewać, ale trzeba przyznać, że mówcy byli autentyczni, słuchało się ich z sympatią i uwagą, a co najistotniejsze – nie nadwyrężyli cierpliwości słuchaczy. Patrzyłam, słuchałam i myślałam, że szkoła może być naprawdę dumna z takich absolwentów. Czyż nie o to chodzi każdej Szkole?[7]

Po przemówieniach ogłoszono krótką przerwę, zaproszono gości do „Kawiarenki wspomnień”  (opieka: pani Halina Kukuła i Katarzyna Sałyk) na kawę i ciasto przygotowane przez rodziców, a także zwiedzenia szkoły, przejrzenia kronik i wpisania się do Księgi Pamiątkowej.

Na drugą – artystyczną – część uroczystości, której prowadzenie powierzono pani Anecie Weredzie, zaprosił nas szkolny dzwonek.

Rozpoczęła się ognistym krakowiakiem w wykonaniu uczniów klasy V, przygotowanych przez panią Darię Oryńczak. Dzieci w odpowiednich strojach (serdaki, wianki, pawie pióra), rozgrzały publiczność i przygotowały na kolejny punkt programu: interesujący, dynamiczny i zaskakujący pokaz mody szkolnej. Pokaz ten wzbudził w niejednym sercu rozrzewnienie na widok strojów zapamiętanych z dzieciństwa, a trzy mamusie grające role nauczycielek z określonej „epoki” wprawiły nas w podziw. Co tu dużo mówić: pokaz mody tak naprawdę był przedstawieniem samym w sobie, krótką acz intensywną podróżą w czasie, spektaklem, który zaczarował nas na chwilę i zatrzymał w pół gestu. Czarodziejkami-reżyserkami okazały się panie: Danuta Mudryk i Dorota Oryńczak. Brawo.

Naszym dłoniom nie pozwolono odpocząć nawet podczas poleczki przygotowanej z wielką pieczołowitością pod okiem profesjonalistów i pani Drabyk, a wykonanej przez uczniów klasy III. Jakże roztańczono te nasze dzieciaki!

Okazało się zaraz potem, że wśród uczniów naszej szkoły mamy całkiem niezłych aktorów, a właściwie aktorki. Szkolna scenka odegrana przez uczennice klasy V naprawdę rozbawiła publiczność. Trzeba przyznać, że była dopracowana przez panią Małgorzatę Kowalską w każdym szczególe i istnieje realne zagrożenie, że dziewczyny wyrosną nam na gwiazdy. Jeśli tak dalej pójdzie następny jubileusz nie obejdzie się bez telewizji!

Ostatnim artystycznym akcentem był występ grupy cyrkowej – „Cyrk mały, ale doskonały” – prowadzonej przez panią Anetę Weredę i Anetę Milewską. To ciekawe: nieduża szkoła w niewielkiej miejscowości, a cyrk jak prawdziwy – młodzi artyści wykorzystując szarfy, chusty, hula-hop, diabolo, maczugi, talerze i szczudła sprawiają, że pomimo ich drobnych potknięć, mamy wrażenie jakbyśmy na chwilę rzeczywiście znaleźli się pod kopułą cyrku. Niektóre akrobacje zapierają dech w piersiach, inne rozczulają choćby ze względu na wiek wykonawców… Doskonale (jak podczas pokazu mody) dobrana muzyka, dzieciaki pełne zapału i wiary w siebie, a jednocześnie skupione i czujne, bo wiele sztuczek wymaga współpracy, bo nie wolno zawalić chronologii działań, bo trzeba uważać na kolegów, dekoracje i publiczność 🙂

Po występie cyrkowym wywołano wszystkich, którzy przygotowali dla nas część artystyczną, naszym oczom ukazała się wielka, roześmiana gromada. To była piękna chwila. Życzę Szkole jak najwięcej takich momentów: radości, zadowolenia z uczniów i dumy z absolwentów.

Ile godzin wymagały przygotowania do każdego występu, który trwał tylko chwilę, zaledwie kilka minut, mgnienie oka? Ile problemów należało pokonać? Ile oporów?

W zasadzie podobało mi się wszystko (nawet jeśli umknęło w tej skromnej relacji – proszę o wybaczenie). Jednego mi zabrakło. Im więcej o tym myślę, tym robi mi się smutniej: za mało było uczniów aktualnie uczęszczających do tej szkoły. Szkoda, że nie uczestniczyli w większej liczbie w tak pięknym, doniosłym i radosnym wydarzeniu. Dlaczego?

Myślę też o tych, którzy nigdy nie będą mieli szansy uczestniczyć w tak wzruszającym jubileuszu, bo ich szkoły już nie istnieją. Z tego powodu rysy nauczycieli i kolegów ulegną zatarciu, a ich szkolne wspomnienia pozostaną bezdomne na zawsze…

***

Jestem pełna szacunku i podziwu dla każdej osoby, która miała swój wkład w to wydarzenie. Zwłaszcza dla nauczycieli. To przede wszystkim dzięki nim miniona sobota stała się prawdziwym Świętem. Świętem współpracy, życzliwości i wspomnień.

Gratuluję.

matkapolka

 

—————————————————————————————-

[1] Patrz  —>  http://spsrokowo.edupage.org/?

[2] Remont co prawda i tak był koniecznością, bo nasza elastyczna szkoła co rusz powiększa swoją powierzchnię na potrzeby edukacji. Jak to możliwe? Najnowsze ekspertyzy wykazały, że spoiwo, które łączy cegły, z których zbudowana jest nasza szkoła, uległo na skutek specyficznych warunków atmosferycznych, czyli  w skrócie – dzięki Atmosferze – rozgumieniu, co  umożliwia dodawanie w każdym roku szkolnym po jednej sali lekcyjnej, choć jeszcze moment wcześniej absolutnie nie było takiej możliwości. Warunki lokalowe naszej Jubilatki poprawiają się tak szybko i tak bardzo, że zaczynamy się obawiać napływu emigrantów z I i II piętra…

[3] Szczegółowe informacje na temat nowego sztandaru i jego fundatorów już niebawem – w kolejnym odcinku 🙂

[4] …i tak o nim kiedyś napiszę…

[5] utworu skomponowanego tak ambitnie, że w zasadzie należy poprzestać tylko na jego wysłuchaniu, bo skomplikowanie melodii wymuszającej nagłą zmianę tonacji nie daje raczej szansy na włączenie się do śpiewu

[6] Nasze uznanie byłoby jeszcze większe, gdyby wykorzystano całą przestrzeń jaką oferował ekran. Gdyby każde zdjęcie było wyświetlone w całej okazałości, osoby z ostatnich rzędów miałyby szanse naprawdę je zobaczyć. Być może znów zawiódł sprzęt, a nie autor prezentacji…

[7] Szczerze mówiąc nie za bardzo się orientuję w psychologii Szkoły jako takiej. Spieszę wyjaśnić, że na użytek tego artykułu, kiedy mówię „Szkoła”, mam na myśli wszystkich, którzy tworzą jej klimat i historię.

Post wyświetlono 351 razy

9 komentarzy
  1. Tak…To już historia. Ale za to jaka barwna! Warto najpierw pracować :), aby świętować. Zwłaszcza w tak doborowym towarzystwie. Dzięki, Dziewczyny. Jesteście wielkie, już Wy to wiecie. I młodemu pokoleniu dziękuję- piękniście ! Serce się raduje. Jak widać współpraca nauczycieli z rodzicami możliwa jest, współpraca nauczycieli z młodymi możliwa jest, współpraca nauczycieli z nauczycielami możliwa jest. 3 razy tak. (najlepiej nie przeszkadzać)

  2. Jubileusz był wspaniale przygotowany. Wielkie brawa dla wszystkich!!!
    Artykuł bardzo ciekawy ale widzę,że matkapolka jest bardzo uprzedzona do gimnazjalistów – nazywając ich emigrantami. czy nastawienie do nich jest takie jak do emigrantów w kraju? pełne nienawiści???
    Szkoda, że gimnazjaliści są potrzebni i zauważalni do np: poloneza, występów cyrkowych itp. a później stwarzają zagrożenie.

  3. O „Matko Polko”
    Jubileusz Szkoły – ładnie te obchody opisałaś MATKO POLKO (jak zawsze z resztą) tylko po co te złośliwości . Prawdziwa Matka POLKA kocha wszystkie dzieci i dba o nie, szkoda że Ty kochasz tylko swoje, bo co Ci przeszkadzają uczniowie I klasy gimnazjum , którzy jeszcze w czerwcu byli uczniami Szkoły Podstawowej? To, że jest dziwna, bezpodstawna walka o szatnię to już wiemy, wiemy że robicie to tylko po to żeby „wasz diabeł był starszy” NIE BO NIE. Nie rozumiem tylko dlaczego nasze dzieci ( czytaj gimnazjalne) są emigrantami ?. Patrząc na to co się dzieje na świecie, słowo emigrant raczej nie pasuje do uczniów. Nazwałaś się matkapolka – chyba zbyt pośpiesznie.
    Matko Polko pięknie piszesz przypomnę Ci jednak znaczenie słowa, które użyłaś.
    Emigracja – opuszczenie ojczyzny z przyczyn materialnych, politycznych, religijnych itp. …fala emigracji zarobkowej…. Emigracja stała lub okresowa – Słownik Języka Polskiego , wydawnictwo PWN.
    Emigrować – wyjechać z kraju ojczystego w celu osiedlenia się w obcym państwie…na stałe lub czasowo… – Słownik Języka Polskiego , wydawnictwo PWN
    Emigrant – ten co emigruje; wychodźca , udał się na emigracje… – Słownik Języka Polskiego, wydawnictwo PWN
    Synonimy; emigrant, uchodźca, tułacz, wychodźca
    W chwili obecnej emigrant to bardziej nam się kojarzy (nie każdy emigrant)z terrorystą – ale co ja tam wiem.
    Jeżeli ciągle uważasz MATKO POLKO, że uczniowie gimnazjum są emigrantami to może wezwij siły specjalne do szkoły ? Emigranci z gimnazjum mogą wnieść bombę lub karabin.
    Jeszcze jedno, niedługo rozwiążą gimnazja i co wtedy 7 i 8 klasa Szkoły Podstawowej to będą emigranci?
    A jak czują się w tym momencie rodzice a zwłaszcza młodzież, która uczy się w Gimnazjum w Kętrzynie? . Czy są oni emigrantami ze Srokowa?. A Twoje dziecko Matko Polko też będzie emigrantem?. Nie musisz odpowiadać, każdy odpowie sobie sam. Piękne pisanie to nie zawsze mądrość , dobroć i wyrozumiałość.
    Sabina Sapińska
    Mama uczennicy gimnazjum -emigrantki
    PS. Byłam kilka razy w szatni. Pytałam również opiekunów i dyrektorów obu szkół. NIKT NIE ZGŁASZAŁ JAKICHKOLWIEK ZŁYCH ZACHOWAŃ UCZNIÓW GIMNAZJUM

  4. Dziękuję za oba komentarze (tj. @Sabina i @michalczuk).
    Bardzo się cieszę, że się pojawiły, choć temat szatni miałam niebawem poruszyć w osobnym wpisie.
    Żeby nie zmęczyć potencjalnych czytelników pozwolę sobie odnieść się do Waszych uwag najkrócej jak się da:
    Do @Sabina:
    – napisałaś: „Prawdziwa Matka POLKA kocha wszystkie dzieci (…)” – gdybym się podpisała „@qwerty” powiedziałabyś, że klawiatura nie powinna się wypowiadać? A jeśli „@Kubuś Puchatek” to nie mam prawa źle się wyrażać o Krzysiu? Daj spokój…
    – gimnazjaliści – jako tacy – w ogóle mi nie przeszkadzają, doskonale o tym wiesz. Choć nie posługujesz się złośliwością, którą mi zarzucasz, używasz innych, nie mniej ciekawych narzędzi wypowiedzi – Twoja wypowiedź, Twoje narzędzia, nie będę się na nie obrażała, bo i tak ważne jest przesłanie, prawda? Tak więc nie przeszkadzają mi gimnazjaliści, to w większości fajne dzieciaki, problem leży w tym JAK i DLACZEGO się znaleźli w szatni należącej do podstawówki. Póki co jest podział na dwie szkoły i choćby gimnazjum zostało zlikwidowane, zabiegałabym o to, żeby najmłodsze dzieci były nieco rozdzielone z najstarszymi. To kwestia ekspresji i gabarytów jednych i drugich – nic więcej, nikt nie robi potworów z gimnazjalistów, nie sugeruj takich rzeczy;
    – nie nakręcaj się tak, proszę, słowem „emigranci”, nie tłumacz mi jego znaczenia, nie powołuj się na skojarzenia, bo słowa mają to do siebie, że mogą mieć różne znaczenie w różnych kontekstach; nie twórz słownika wyrazów, których nie powinna używać „matkapolka” czy ktokolwiek inny, bo – choć niewątpliwie trzeba na słowa uważać – nie wolno się dać zwariować małostkowości i nadinterpretacji. Znasz mnie, wiesz, że nie chciałam nikogo obrazić i dlatego musiałaś sięgnąć do słownika, żeby uświadomić (komu właściwie?), że jest okazja poczuć się obrażonym – a to różnica;
    – piszesz „ Byłam kilka razy w szatni. Pytałam również opiekunów i dyrektorów obu szkół. NIKT NIE ZGŁASZAŁ JAKICHKOLWIEK ZŁYCH ZACHOWAŃ UCZNIÓW GIMNAZJUM” – prawdą jest, że nikt nie zgłasza złego zachowania gimnazjalistów – przecież mówiłam, że nie mamy im nic do zarzucenia! Natomiast w kwestii opinii na temat ich obecności w tej akurat szatni najwyraźniej Ty trafiasz na innych, ja na innych ludzi. Rozumiem, że chcesz przez to powiedzieć, że zbadałaś sprawę i nie działasz w próżni. Ja też. Zdanie na temat wprowadzenia gimnazjalistów do szatni podstawówki nie jest tylko moim zdaniem, wiesz o tym, dlatego na początku napisałaś „…wiemy, że robicie to tylko po to żeby” i coś o diable… (Tylko to „NIE BO NIE” jest strasznie naciągane o czym powyżej.)
    – czy moje dziecko będzie emigrantem? Możliwe, że jakimś tak – prawdopodobieństwo jest wprost proporcjonalne do ilości słów pojawiających się w „Słowniku Wyrazów Zakazanych”…
    – bez zastrzeżeń zgadzam się za to ze słowami: „„Piękne pisanie to nie zawsze mądrość, dobroć i wyrozumiałość”. Zgoda. Nie jestem ani dobra, ani wyrozumiała, o mądrości nawet nie wspomnę. Bo czym jest dobroć? Jestem dobra w oczach tego, któremu pomagam, a zła w oczach tego, który w tym samym czasie pomocy nie otrzyma. Wyrozumiałość? Nie można być wyrozumiałym wobec spraw, które komplikują życie lub mogą je skomplikować. Wokół nas jest mnóstwo sytuacji, gdy Wyrozumiałość głupieje, bo już sama nie wie gdzie jej miejsce. Mądrość? Jeśli powiem, że masz rację w „szatniowej kwestii” stwierdzisz nagle, że jestem mądra. Dlatego naprawdę nie obchodzi mnie jak jestem oceniana, bo ludzkie osądy zazwyczaj nie są sprawiedliwe ani obiektywne, za to zawsze emocjonalne.

    Do @michalczuk:
    Nie jestem „bardzo uprzedzona do gimnazjalistów”, ja tylko bardzo chcę, żeby każdy miał w naszej ciasnej szkole swoje miejsce i żeby nikt się nie obawiał co przyniesie jutro… Stwierdzenie, że „są potrzebni do np. poloneza i pokazów cyrkowych, a później stwarzają zagrożenie” – jest krzywdzące, bo fakt, że się kogoś docenia pod jakimś względem nie powinien wykluczać dyskusji na ważne tematy.
    Nie mam też „pełnego nienawiści nastawienia do emigrantów”, ale to pewnie wynika z tego, że jestem głupim, niewyrozumiałym i złym człowiekiem…

    Niemniej dziękuję Wam obojgu za wpisy i dobrą ocenę artykułu.
    Pozdrawiam serdecznie

  5. Jubileusz, tak pięknie przygotowany zasługuje na zauważenie i kilka ciepłych słów. Doceniam wkład nauczycieli, rodziców, uczniów (tych z gimnazjum również) – bo w końcu było to spotkanie absolwentów. Nie widzę w tym nic złego, że gimnazjaliści tańczyli Poloneza – przecież nie byli oni jedynymi tancerzami a jak widać (z wpisów) stali się najważniejsi!
    Chciałabym przypomnieć,że nadal jest podział szkół na szkołę podstawową i gimnazjum, więc uzasadnione są roszczenia rodziców szkoły podstawowej dotyczące szatni – tym bardziej,że w poprzedniej szatni (w której obecnie jest kl.1) gimnazjum tam nie było! wszyscy mieścili się na wyższych piętrach!!! Co takiego stało się teraz, że się nie mieszczą!
    Obowiązkiem Rady Rodziców, jest bronić interesów dzieci danej szkoły, w tym wypadku szkoły podstawowej – nie widzę w tym nic złego!

  6. Przyjemnie czytało się jubileuszową historię… do miejsca… gdzie zaczęły się komentarze. Smutne jest to, że interpretacja niektórych słów poszła nie we właściwą stronę. Gimnazjum kontra Szkoła Podstawowa jak widać jest bardzo drażliwymi, wręcz denerwującym tematem. Jednakże uważam, że to nie jest miejsce na takie wywody (szatnia, cytowanie słownika PWN) i na bezpodstawny atak na osobę, która jednak poświęciła mnóstwo czasu i energii aby to wielkie, szkolne wydarzenie opisać tak barwnie – w szczególności tym, którzy nie mogli być, bądź zostać do końca 🙁 Tu jest miejsce na przeżywanie tego dnia, wspominanie, pozdrawianie, na sentymenty.

    Jakoś słowo emigranci nie kojarzy mi się z nienawiścią (może to zależy od nastawienia?) i czytając to co napisała @matkapolka o emigrantach nie odczuwa się negatywnego znaczenia tego słowa. Niestety użytkownik @michalczuk coś takiego zasugerował(a) i się zaczęło. Nie ładnie!

  7. @marti – piszesz, że czytając powyższy tekst, każdy powinien przeżywać i wspominać chwile tego wspaniałego dnia – Zgadzam się z Tobą, lecz skoro @matkapolka chciała skupić się tylko na tych doniosłych chwilach, to wytłumacz mi dlaczego wtrąca przypis, w którym umieszcza tekst cyt.: „zaczynamy się obawiać napływu emigrantów z I i II piętra…” A może nie doczytałeś do końca artykułu??? Jak ten tekst ma się do minionego już święta???
    Kto Tu powinien się wstydzić????

  8. Jeśli już w ogóle mowa o wstydzie (choć @michalczuk zasugerował to pierwszy), to powinien go odczuwać ten, kto doprowadził do takiej sytuacji, a nie ten kto ją komentuje, zwłaszcza, że nie robi tego w sposób obraźliwy. Zastanawiające jest dlaczego i komu zależy na tym, aby tak to odbierano. Czyżby chodziło o odwrócenie uwagi od zasygnalizowanego problemu?

  9. Kompozycja klamrowa i finito? Doszukać się w tym tekście właściwie literackim można kilku środków wyrazu: alegoria (sic!), hiperbola (niektórzy by się bardzo ucieszyli), ironia (oj tak tak), eufemizm (uff). Wytknięto organizatorom pośrednio w powyższym felietonie kilkanaście błędów. W tak subtelny sposób, że nikt się nie uniósł i hejtem nie rzucił; na klatę, krytycznie- jak trzeba, przyjęliśmy (zgodnie czy niezgodnie). Gros słów w poetycki sposób namalowało obraz- zaangażowania, pracy, efektów. Pozostają wspomnienia. Niech będą piękne!

Dodaj komentarz

Obowiązkowe pola są zaznaczone *. Twój adres email nie zostanie opublikowany.