Legalnie pod piracką banderą

Nigdy nie zrozumiem jak to możliwe, że czas tak szybko leci. Dopiero zachwycaliśmy się imprezą choinkową zorganizowaną w konwencji cyrku w naszej srokowskiej szkole[1], a tu – nowe wydarzenie: pod hasłem „Piraci ze Srokowa”.

Impreza, o której chcę opowiedzieć, odbyła się 25 stycznia, w sobotę. Trud organizacji przypadł w udziale grupce nauczycieli (p. Anna Małecka, Anna Boroch, Cezary Boroch, Katarzyna Jędrzejewska), którzy przystąpili do sprawy z ogromnym zaangażowaniem. Jak w ubiegłym roku pani Aneta Wereda, tak i oni teraz, potrafili zachęcić do działania szereg osób, wykorzystując ich zdolności i zasoby 🙂 Patrząc na wystrój sali zastanawiałam się ile godzin musieli poświęcić na pracę koncepcyjną. Nawet podjęcie decyzji w sprawie hasła, które nada ton całemu przedsięwzięciu, nie  jest sprawą prostą, a to dopiero początek. Wiem, że nie dysponowano nadmiarem czasu, ani środków finansowych. Wszystko natomiast wskazuje na to, że jedno i drugie wykorzystano rozsądnie.

Ogrom pracy związanej z przygotowaniem scenografii jest po prostu nie do przecenienia. Zarówno ubiegło- jak i tegoroczne „przedsięwzięcie choinkowe” każe się zastanowić czy nie nadać tego typu szkolnym imprezom rangi wydarzenia na większą skalę. Może wśród osób nie posiadających potomstwa lub potomstwa potomstwa w tutejszej szkole, znalazłoby się paru chętnych na pooddychanie atmosferą niewinnej karnawałowej zabawy, innej niż te „dorosłe”, czyli bez oparów alkoholu i dylematów typu „z kim się bawić”?

Uczestnicy bardzo skrupulatnie potraktowali konwencję narzuconą przez organizatorów: każdy z nich stawił się w stroju pirackim lub – choćby najsubtelniej – nawiązującym do tematu. Generalnie trzeba przyznać, że stroje i charakteryzacja nie zawiodły. Podziwiam rodziców, którzy zadali sobie trud skompletowania garderoby, bo każdy kto musiał to robić wie, że sprawa często wymaga pomysłów i działań, na które trudno znaleźć czas i które wymagają od nas wspięcia się na szczyty logistyki („Gdzieś widziałam taką czapkę!”) i dyplomacji („Synku, naprawdę nie wyglądasz dziwnie/śmiesznie/głupio, ale jak groźny pirat!”).

Każda klasa zaprezentowała własnego pomysłu piracką banderę i zaśpiewała – a jakże! – szanty: fałowe, kabestanowe, kotwiczne, pompowe i inne w zależności od tego czy nasi piraci akurat wspinali się po linach, rwali kotwicę czy tylko obserwowali widnokrąg w poszukiwaniu przygód („No, gdzie to jest?!”).

Niezmiennie zachwyca mnie udział nauczycieli w „numerach” reprezentowanych przez ich podopiecznych. To wcale nie jest takie powszechne i oczywiste, że nauczyciele przebierają się, tańczą, śpiewają i wygłupiają na równi z dziećmi. Zwykle przygotowują uczniów do występu, a potem stają po drugiej stronie barykady: w gronie widzów lub za kulisami i w zależności od wybranego miejsca przyjmują rolę obserwatora lub suflera. Skądinąd wiem, że wtedy dzieci czują się jak na egzaminie i bardziej obawiają się opinii wychowawcy niż reakcji publiczności. W srokowskiej szkole dzieciaki po prostu bawią się i – nawet w chwilach drobnych potknięć – spotykają tylko aplauz i akceptację. To piękne, śmiem twierdzić, że bezcenne.

***

Prawda jak sympatycznie?

Nie raz z ulgą pisałam, że szkoła, do której trafili uczniowie ze zlikwidowanej placówki w Jegławkach, jest generalnie miejscem przyjaznym. W dodatku nauczyciele wycierają dzieciom nosy i zszywają porwane rajstopy zupełnie tak jak nauczyciele całego świata. Robią to, bo to ich praca i powołanie, bo sumienie i to „coś” co trzeba mieć, żeby wybrać taki zawód nie pozwoliłoby im postąpić inaczej, niezależnie od tego czy świat będzie im klaskał czy nie.

Swoją drogą: zawód nauczyciela jest szczególny wśród szczególnych. Większość ludzi widzi tylko niezłe zarobki, stabilność i mnóstwo wolnych dni (wakacje, ferie, długie weekendy). Tymczasem zarobki są bardzo zróżnicowane, stabilność już nie tak oczywista, a wolne dni są niezbędne dla odreagowania stresu wynikającego z odpowiedzialności, natłoku zadań do wykonania, znoszenia hałasu i nieprzewidywalności wydarzeń dnia następnego. Bo pracuje się z dziećmi. Nigdy nie wiadomo z czym wyskoczą, co zmalują, czego się nasłuchały w domu i na ulicy, jakie noszą w sobie cierpienia, lęki i marzenia. Nauczyciel musi więc rozumieć dzieci, nawet, gdy one mu tego nie ułatwiają, nawet, jeśli nie ma własnych. Musi myśleć zawsze jak rodzic, być jak rodzic: serdeczny, surowy, wyrozumiały, wymagający, konsekwentny, łagodny, opiekuńczy i czujny.

Właśnie tak.

A ponieważ to niezwykle trudne – prawie niemożliwe – nauczyciel często spotyka się z krytyką i niezrozumieniem. Jednocześnie od rodziców ucznia oczekuje okazywania dziecku miłości i srogości, pomocy w nauce, uczenia samodzielności i kindersztuby, przygotowania do zajęć, dopilnowania każdego szczegółu, pamiętania o wskazówkach przekazanych podczas wywiadówek, uczestnictwa w życiu klasy i szkoły… I dobrze, tak ma być. Ale ponieważ spełnienie tych oczekiwań w różnych momentach życia bywa ponad siły (zarówno fizyczne, jak i intelektualne) – rodzi się niezrozumienie, zniecierpliwienie, a czasem wzajemna, choć skrzętnie ukrywana niechęć.

To naturalne, czasem problemy wynikają stąd, że wszyscy starają się tak bardzo, że najdrobniejsza uwaga czy niedomówienie natychmiast urasta do rangi niezasłużonego ataku. Przykład takiej sytuacji mieliśmy na ostatniej wywiadówce w tejże szkole. Dlatego należy rozmawiać. O tym co boli, co trzeba zmienić. W myśl zasady „Jestem odpowiedzialna za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś” trzeba czasem kilkakrotnie cierpliwie wyjaśniać co się miało na myśli, bo rozmówca ma prawo w pierwszym odruchu rozumieć inaczej, opacznie potraktować nasze intencje. Jednak nie da się uniknąć krytyki. Bez nazwania problemu – co jest de facto krytyką i bywa nazywane „szukaniem mankamentów” – nie mamy szans go wyeliminować. Pisanie laurek jest miłe i pewnie na chwilę poprawi komuś nastrój, ale mówienie o niedociągnięciach, które grożą dramatem i praca nad ich ograniczeniem nie ma nic wspólnego z „postawą roszczeniową”. Przy dostatecznej czujności wszystkich zaangażowanych unikniemy prawdziwych problemów, a naszym dzieciom szkoła będzie się kojarzyła wyłącznie z pożytecznie spędzonym czasem, dobrą zabawą, nabywaniem nowych umiejętności i niezbędnej wiedzy, która pomoże im odkrywać coraz to nowe, nieskończenie pociągające horyzonty.

Wydaje się, że na owej wywiadówce niedomówienia zostały omówione, może nie dogłębnie, ale chyba wystarczająco. Na linii szkoła-rodzice nie toczy się żadna wojna, lecz trwa niekończąca się żmudna praca, której celem jest wzajemne zrozumienie i uznanie. Być może do odniesienia całkowitego sukcesu potrzebna jest drobna zmiana retoryki. Trzeba mówić tak, żeby prośba o telefon, gdy kilkuletnie dziecko zawieruszyło się w drodze do domu, nie była rozumiana jak dziwaczne roszczenie; tak, żeby uwaga związana z naruszeniem bezpieczeństwa podczas szkolnych wycieczek nie była traktowana jak wypowiedzenie wojny; żeby prośba o lepiej skomponowane posiłki czy ciepły napój w czasie srogiej zimy nie była kwitowana milczeniem i żeby nazwanie tych próśb/postulatów/uwag „postawą roszczeniową” było przyjęte najwyżej jako niefortunne dobranie słów w nieco stresującej sytuacji…

Uczymy się całe życie. My, rodzice i nauczyciele – też. Kto się nie uczy – stoi w miejscu, a kto stoi w miejscu – ten się cofa. Ot i cała banalna prawda o świecie, który zmienia się bez przerwy, czy tego chcemy czy nie. Ale… dlaczego mielibyśmy nie chcieć?

***

W imieniu zachwyconych uczestników pirackiej zabawy składam podziękowania dla organizatorów i nauczycieli, którzy uczą nasze dzieci jak się bawić. Równie serdeczne dzięki dla rodziców zaangażowanych w pracę w „kawiarence” przy sprzedaży ciast i za same ciasta, które znikały błyskawicznie[2] :).

Dzieciaki: Wasze uśmiechnięte buzie to dla nas wszystkich największa radość i najlepszy dowód, że szkoła, nauczyciele i rodzice nieźle spełniają się w swoich rolach. Odpoczywajcie więc zdrowo i bezpiecznie, a po feriach wracajcie do szkoły z nowymi siłami i tymi samymi uśmiechami!

Ps. Wzmianka na temat pirackiej imprezy również tu: http://spsrokowo.edupage.org/?

 

—————————————————


[1] Do tej pory nie doczekałam się zamieszczenia zdjęć z poprzedniego roku na szkolnej stronie internetowej, pewnie przez skromność organizatorki, ale myślę, że może ją śmiało schować do kieszeni. Ludzie zawsze byli oszczędni w pochwałach, nawet ci, którzy sami się ich domagają, ale to nie znaczy, że nie potrafią podziwiać tego co warte uznania (choćby w głębi duszy, choćby wbrew sobie…) Poza tym na umieszczenie zdjęć wciąż czekają uczestnicy – współtwórcy  ubiegłorocznego sukcesu. W tym roku też podziwialiśmy popisy młodych cyrkowców – trzeba zrobić coś, żeby zobaczyła ich szersza publika – naprawdę jest na co popatrzeć!

[2] Następnym razem poprosimy o przepisy.

Post wyświetlono 203 razy

Jeden komentarz
  1. Tegoroczna szkolna Choinka zasługuję na pochwałę. Zabawa była wspaniała! Sala prześlicznie wystrojona! zapewne wszyscy czuli się jak na pirackiej wyspie. WIELKIE GRATULACJE I PODZIĘKOWANIA dla Organizatorów!!!!

Dodaj komentarz

Obowiązkowe pola są zaznaczone *. Twój adres email nie zostanie opublikowany.