Po wywiadówce w srokowskiej podstawówce

W czwartek, 8 listopada 2012 w srokowskiej podstawówce odbyła się wywiadówka. Ogólną część rozpoczął Dyrektor Szkoły Podstawowej w Srokowie, powitał zebranych i nawiązał do artykułu z naszego portalu, w którym jeden z rodziców wyraził subiektywną opinię o szkolnych radiowywiadówkach. Dyrektor podkreślił, że spotkał się z różnymi opiniami na temat formy spotkań z rodzicami, ale jeśli niektórzy uważają, że głos z radioli nie zastąpi bezpośredniego kontaktu, to jest on otwarty na zmiany, stąd obecna wywiadówka rozpoczyna się ogólnym spotkaniem z rodzicami na sali gimnastycznej. Dyrektor nawiązał także do kontroli taboru autobusów szkolnych przez Inspekcję Transportu Drogowego ( kontrola przyjechała na prośbę rodzica zaniepokojonego przeładowaniem pojazdów, odbyła się dwa razy w odstępach kilkudniowych, za każdym razem zakończyła się zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego autobusu). Zdaniem Dyrektora wezwanie ITD doprowadziło do niepotrzebnych problemów z dowożeniem i lepiej było by, gdyby kontrola odbyła się w sposób zaplanowany. Poinformował zebranych, że otrzymał polecenie od organu prowadzącego, aby ustalić system powiadamiania rodziców o ewentualnych odwołanych przyjazdach i odjazdach dzieci z terenu. Poprosił o zgłoszenie się rodziców z każdej wioski, którzy wzięliby na siebie obowiązek poinformowania dzieci, że autobus z jakichś powodów nie przyjedzie. Poinformował także, że przeprowadzono próbny test szóstoklasistów, a informacje o wynikach zostaną omówione w gronie rodziców szóstych klas.
Słowa dyrektora sprowokowały dyskusję, która niestety nie doprowadziła do konstruktywnych wniosków, zakończyła się emocjonalną wypowiedzią przedstawicieli nauczycieli, która spotkała się z aplauzem części zebranych rodziców. Konkluzją tej wypowiedzi było odczucie nauczycieli,że dobre imię srokowskiej szkoły jest szkalowane, głównie poprzez artykuły zamieszczane na portalu www.srokowo-online.pl.

I do tej wypowiedzi muszę się odnieść, jako prezes Stowarzyszenia “Świadomie Aktywni” w Srokowie, którego oficjalną stroną jest portal www.srokowo-online.pl. Żaden z artykułów zamieszczonych na portalu nigdy nie kwestionował kompetencji, roli oraz wartości edukacyjnej samej srokowskiej szkoły czy kadry nauczycielskiej. Co więcej, jak większość członków stowarzyszenia osobiście jestem związana emocjonalnie z murami tej szkoły, wiele jestem poświęcić dla jej dobra i rozwoju. Dlatego jestem w stanie zrozumieć próby ratowania szkoły w Jegławkach przez wielu zdeterminowanych rodziców. Nie rozumiem jednak, dlaczego ich działania i wykorzystywanie do tego portalu www.srokowo-online.pl odebrane zostało jako deprecjonowanie wartości szkoły w Srokowie? Nietrudno zrozumieć, że emocjonalne słowa o atutach kameralnej szkoły w Jegławkach I podkreślanie jej różnic w stosunku do srokowskiej, to rozpaczliwa próba zwrócenia uwagi decydentów na rewolucję, jaką szykują dzieciakom z Jegławek.
W tym miejscu warto także nadmienić, że obawy artykułowane przez tych ludzi dotyczyły tylko i wyłącznie sfery administracyjnej (ciasnoty, transportu) i emocjonalnej (zmiana środowiska ich dzieci i zabrania im czegoś, co mieli od zawsze). Myślę, że każdy z nas w tej sytuacji zachowałby się tak samo.

Podczas czwartkowej wywiadówki padły pytania o sytuację z początku listopada, kiedy w budynku przez kilka dni utrzymywała się niska temperatura. Zimno dokuczało nie tylko podstawówce, w gimnazjum także ciężko było prowadzić lekcje przy ok. 15 stopniach w niektórych klasach. Niestety, w klasie mojej córki nie ma termometru, dlatego nie jestem w stanie podać dokładnych danych. Informacje do rodziców o chłodzie płynęły także od nauczycieli. Skąd takie przewrażliwienie rodziców w temacie ogrzewania? Od dwóch lat prawie na każdej zimowej sesji rady gminy czy zebraniu rady rodziców jest dyżurny temat – rodzice i nauczyciele zgłaszają, że jest zimno w szkole. W zeszłym roku lekcje odbywały się, kiedy w klasach było po 11-12 stopni Celsjusza. Przyczyny były różne – nieterminowe dostawy węgla, awaria pieców, niewystarczająca ilość pracowników. Zaczął się nowy rok szkolny, mrozów jeszcze nie było, a w szkole już zimno. Dopóki nikt nie nazwie głośno problemu – tego problemu nie ma. Dlatego trzeba o nieprawidłowościach głośno mówić, łatwiej będzie je usunąć. Z drugiej strony, zastanawiający jest fakt, że rodzice nie wiedzieli o niedogrzanej w tych dniach szkole, wnioski niech sobie każdy wysnuje sam.

Warto także wyjaśnić ( z racji, że znam temat,mogę zabrać głos) historię sporu o dowożenie. Tabor autobusowy w naszej gminie jest wyeksploatowany. Od ponad roku bardziej zaangażowani rodzice z terenu zwracają uwagę na nieprawidłowości – zabierają głos na sesjach, ślą pisma, proszą radnych o interpelacje. Ich wnioski to nie zbiór pobożnych życzeń, aby w ciągu miesiąca wymienić tabor na nowy – wskazują tam konkretne przypadki i sytuacje, które zagrażają bezpieczeństwu przewożonych dzieci. Kiedy w luty 2011 roku zapadła wstępna uchwała o likwidacji szkoły w Jegławkach, wiadomo było, że tabor będzie bardziej obciążony, rodziców zapewniano, że dowozy będą bezpieczne. I przyszedł nowy rok szkolny w nowej szkole, ale problemy zostały. I znowu mam nieodparte wrażenie, że aktywność tych ludzi budzi nieuzasadnioną niechęć, bo nazywają rzecz po imieniu.

Aktywność (nie mylić z nadgorliwością) grupy rodziców pomogła w ostatnim czasie załatwić wiele spraw – po wspólnych zabiegach (dyrektora i rodziców) w szkole usunięty został zagrażający bezpieczeństwu piec ciśnieniowy, uwagi rodziców doprowadziły do zakupienia pługa do odśnieżania chodników, od niedawna Rada Rodziców SP w Srokowie decyduje na co wydane zostaną pieniądze z prowizji od firmy ubezpieczającej dzieci w szkole, z inicjatywy rodziców poprawiono oznakowanie drogi do szkoły. Zarzucanie “głośniejszym” rodzicom złej woli jest co najmniej nieuzasadnione, zwłaszcza, gdy podkreśla się tak bardzo potrzebę świadomego rodzicielstwa i obywatelstwa. Myślę, że próby mówienia, że coś można zrobić inaczej odbierane są jak ingerencja w kompetencje. Zapewniam, tak nie jest, zwłaszcza w sytuacji, kiedy serca i umysły rodziców nakierowane są na dobro szkoły jako całego organizmu, a rodzice na każdym kroku podkreślają szacunek dla nauczycieli, bo i jest za co szanować.

Będę wdzięczna za wszystkie uwagi, jakie zechcecie zamieścić w komentarzach. Jestem pewna, że wymiana opinii zawsze przynosi korzyści, bo pozwala spojrzeć na sprawy z wielu płaszczyzn. Po to ten portal został stworzony.

Agnieszka Gajowniczek

Post wyświetlono 122 razy

9 komentarzy
  1. Autorka powyższego artykułu prawie wyczerpała temat, ale ponieważ miałam jakiś udział w wydarzeniach, do których się odnosi, pozwolę sobie co nieco uściślić:
    Jest mi niewyobrażalnie przykro, że nie mogłam osobiście wysłuchać wypowiedzi dyrektora uzasadniającej jego rewolucyjne posunięcie w kwestii spotkań z rodzicami. Można by pomyśleć, że jako pierwszy dyrektor w kosmosie posunął się do tak ekstremalnego czynu jak spotkanie oko w oko z grupą rodziców. Naprawdę jestem pod wrażeniem. To ładnie z jego strony, że nie zasugerował, że tylko rodzic wyrażający swoje zdziwienie spotkaniem z radiolą, jest w tej opinii osamotniony jak koza w stadzie wilków.
    Natomiast wypowiedź na temat powiadamiania kogokolwiek o nieprawidłowościach w dowożeniu, dająca do zrozumienia, że to doprowadza do niepotrzebnych problemów z dowożeniem – to już po prostu mistrzostwo świata! Wychodzi na to, że problemy pojawiają się na skutek skarg, a nie skargi na skutek czyjegoś lekceważenia. Ciekawe to i coraz ciekawsze…
    Moi drodzy, doskonale wiecie, a upewniły Was w tym komentarze na portalu, jak i rozmowy w tzw. realu, że opinia o szkolnych radiowywiadówkach nie jest subiektywna, a użycie zwrotu, że „wyraził ją JEDEN Z RODZICÓW” jest taką samą manipulacją jak podkreślanie, że „kontrola przyjechała na prośbę RODZICA zaniepokojonego przeładowaniem pojazdów”. W jednym i drugim przypadku jest to powiedziane tak, żebyście pozostali w przekonaniu, że taki rodzic jest jeden (słownie: JEDEN) Czas przyjąć do wiadomości, że działania tego rodzaju wynikają z całkowitej pewności, że nie jest się w tej opinii odosobnionym. Nie twierdzę, że wszyscy myślą tak samo, ale sugerowanie, że znalazł się jeden dziwak i wyrywa się przed szereg, jest dziecinadą. Na miejscu osób, którym nie w smak poznawanie prawdy, zastanowiłabym się dlaczego poznają ją dopiero teraz…
    Przerzucanie na rodziców obowiązku powiadamiania innych rodziców o problemach z dowożeniem plasuje się w kategoriach nie podlegających jakimkolwiek ocenom. Brawo Organie Prowadzący! Jak długo trzeba się głowić i kim trzeba być, żeby wymyślić tak szczwany plan: „Przerzućmy ten obowiązek na kogokolwiek, wtedy każdy problem zemści się na tych, którzy w dobrej wierze go na siebie wzięli. Nieważne, że zatrudniamy (czyli: opłacamy!) urzędników, którym spokojnie można to wpisać w zakres obowiązków, a gminy nie zrujnuje wykonanie telefonu nawet do każdego rodzica (przecież tabor jest zdrowy, plan wyśmienity, problemów po prostu nie ma i nie będzie, mówiliśmy o tym już rok temu!) – ważne, żeby było na kogo zwalić, ważne żeby nas nie pokazywali palcami!”

    Insynuacje, że jakikolwiek artykuł na portalu srokowo-online podważa dobre imię jakiejkolwiek szkoły są i pozostaną insynuacjami. Wyrażenie swojego zdania jest prawem jakie daje nam demokracja, krytyczna opinia nie jest atakiem, wyrażenie obaw to nie agresja, żart to nie kpina. Przykro mi, jeśli ktoś odbiera nawet cień krytyki jako nastawanie na dobre imię szkoły. Po co miałabym to robić? Żeby zemścić się na szkole za zamknięcie szkoły?! Chyba nikt nie jest aż tak durny, żeby myśleć w tych kategoriach.
    Mam wielki szacunek praktycznie do każdej osoby zatrudnionej w tej szkole i nie mam żadnego powodu, żeby szkalować dobre imię szkoły, do której chodzi moje dziecko. Z radością odkryłam, że polubiło ją ono od razu, podkreślałam, że widzę w tym zasługę nauczycieli, rodziców i dyrektora. Naprawdę to doceniam. Nie znaczy to jednak, że nie zauważam pewnych niedociągnięć. Jeśli śmiem o nich mówić, to dla dobra wszystkich dzieci i tej właśnie szkoły.
    I nie zamierzam przestać.

  2. …czasy się zmieniły…DZIECI CHYBA JAKBY ‚INNE’… kiedyś też dojeżdżały, zimno też było, a takich problemów, jakie Szanowni Rodzice mają teraz NIE BYŁO… wszędzie szuka się ‚dziury’, żeby tylko dogryźć, na czymś przyłapać, żeby tylko było głośno…

  3. „lepiej było by, gdyby kontrola odbyła się w sposób zaplanowany.” – niech Pan to powie Policji jeśli kiedyś zatrzyma Pana do kontroli że takowej Pan sobie nie życzy i następnym razem uprzejmie prosi o poinformowanie o kolejnej następnej z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem by mógł się Pan do niej odpowiednio przygotować. – doprawdy „mistszostfo”.

  4. Można i tak podejść do tematu, że kiedyś też było zimno i niezbyt mądrze, a rodzice nie mieli z tym problemów. Idąc dalej można dojść do wniosku, że w ogóle kiedyś wystarczały trzy klasy, ławki z kałamarzem w dziurze i wielokilometrowe wędrówki boso do szkoły. A jeszcze wcześniej rodzice nie odważyli się myśleć o szkole dla dzieci, bo nie było w ogóle szkół, a ciut wcześniej cieszyli się, że mają jaskinię i bali się ognia, to gdzie im tam o cieple było myśleć.
    Straszni ludzie mieszkają w tej gminie, straszni krzykacze i mąciwody szukające rozgłosu – no jak można było doprowadzić do odebrania dowodu rejestracyjnego autobusu?! Jak można było się oburzać, że dziecko jeździ w warunkach urągających bezpieczeństwu dzieci?! Jak można się domagać czegokolwiek bez pytania czy to odpowiedni moment?
    Jak można tak podziurawić rzeczywistość?!!

  5. Wychodzi na to, że za wszystkie plagi egipskie, światowy kryzys i ciasne buty odpowiedzialni są rodzice z byłej szkoły w Jegławkach. Tak naprawdę to już nie jest ważne, że rodzicom ze Srokowa też może się wiele rzeczy nie podobać bo i tak wina spadnie na tych z Jegławek. Wiele osób tak się przyzwyczaiło do tego jak było kiedyś, że nowe poglądy, oczekiwania są dla nich wielkim zaskoczeniem i trudno im się pogodzić z faktem, że we własnych szeregach mogą mieć też ,,mącicieli”. Jeśli komuś odpowiada złe traktowanie, nie liczenie się z jego potrzebami, a przede wszystkim lekceważenie dobra jego dzieci, trudno,może kiedyś dojrzeje do zmian, ale niech przynajmniej nie utrudnia działania innym. Niech dalej śpi jak spał, a sprawy same się potoczą, przecież tak naprawdę jest mu to obojętne, tak jak był mu do tej pory obojętny los własnego dziecka (żal mi tylko właśnie dzieci). Nam ten los nie jest obojętny i nigdy nie będzie, a jeśli ktoś zarzuca nam winę za to, że kochamy nasze dzieci i okazujemy im to właśnie poprzez troskę o ich bezpieczeństwo, to sam niestety okazuje się ignorantem oraz osobą niegodną by być przedstawicielem placówki istniejącej właśnie po to by dać dzieciom to co najlepsze. Przecież nie chodzi tu tylko o wiedzę na temat zasad matematycznych czy pisowni języka polskiego, lecz także o przekazanie podstawowych wartości t. j. dobro, uczciwość, szacunek itd. Bo jeśli nie znajdą tego w domu, to pytam się, gdzie powinny tego szukać? Na podwórku? Jak widać nie w szkole, gdzie odwaga, mówienie prawdy, dobro ogółu są napiętnowane. Żal mi naszych dzieci, bo jacy z nich wyrosną ludzie, gdy od małego uczeni są jedynie pokory, nie wychylania się, brania tego co dają i nie oczekiwania od życia czegoś więcej, aż strach pomyśleć. Czarna dziura.

  6. Strzałka jak Ty to pięknie napisałaś całkowicie się z Tobą zgadzam po prostu nic dodać nic ująć. Cieszę się bardzo, że są jeszcze takie osoby które mimo wszystko nie boją się walczyć z przyzwyczajeniami i ignorancją ze strony innych.

  7. Bardzo się cieszę widząc wasze wpisy, że nie jestem osamotniona w poglądach i mam nadzieję, że może komuś, kto myśli na ten temat trochę inaczej, da to do myślenia.
    I jeszcze jedno – dziękuję za miłe słowa 🙂

Dodaj komentarz

Obowiązkowe pola są zaznaczone *. Twój adres email nie zostanie opublikowany.