Kreatywilizm drogowców – Kosakowo’2012

Nazwa miejscowowści w tytule tylko pozornie ogranicza grupę ludzi, których dotyczy, czyli wyłącznie jej mieszkańców. Problem dotyczy nas wszystkich.

Najpierw krótki rys sytuacyjny, tudzież historyczny:
Kosakowo leży na trasie Srokowo-Barciany. Droga asfaltowa przebiega przez środek miejscowości na odcinku ok. 500 m. Zwłaszcza jadąc od strony Srokowa kierowca musi się liczyć z wieloma niespodziankami: ostre zakręty, asfalt wylany tak wieloma warstwami, że powstał interesujący uskok, duże nachylenie jezdni (czy jak tam się to fachowo określa; w każdym razie, kiedy pokonamy pierwszy zakręt nie wypadając z niego, samochód nabiera prędkości bez użycia gazu), no i ci przebrzydli piesi!

W styczniu tego roku, kiedy już wreszcie spadł śnieg i pojawiła się długo oczekiwana gołoledź, mieszkańcy Kosakowa mieli swoją rozrywkę: wyciąganie nieostrożnych bądź niewprawnych, bądź zaniedbanych przez drogowców (albowiem asfalt zaczęto posypywać piaskiem bliżej wiosny) kierowców z miejsc, w które skierował ich ślepy los: w tym roku na pierwszym miejscu znalazła się skarpa nad stawem. Anonimowy Zwycięzca (AZ) – czyli samochód, który dotarł do etapu określanego jako „dwa koła wiszące nad stawem”, zawdzięcza swój sukces poprzednikom. Otóż pierwszy z nich musiał skosić słupek kamienny, aby drugi – już bez tej przeszkody – mógł przechylić dwa metalowe słupki i naruszyć rozciągniętą na nich siatkę ogrodzeniową. Trzeci, właśnie AZ, musiał ją już tylko rozerwać do końca i w ten oto sposób wyłoniliśmy laureta! Należy tu podkreślić, że każdemu z uczestników udało się nie roztrzaskać o drzewa rosnące w odstępach akurat takich, żeby potem świadkowie mogli mówić, w zależności od światopoglądu, o „opatrzności bożej” lub „szczęściu głupiego”. Do stawu, ku niezadowoleniu gapiów, nie wpadł tego roku nikt. Nie bądźmy jednak pesymistami, rok się jeszcze nie skończył.

Mieszkańcy reprezentowani przez sołtysa i radną prosili kilkakrotnie o interwencję w tej sprawie, nie tylko dla dobra kierowców, ale i pieszych, którzy w kontakcie z pojazdem wypadającym z zakrętu nie mają żadnych szans . Dopilnowano kolejności administracyjnej: pisma wpływały do gminy, ta kierowała je do starostwa, które zarządza naszymi drogami, a ono cierpliwie odpisywało, że nie ma pieniędzy. Zabawa trwa od kilku lat. Wielu urzędników ma dzięki niej pracę.
Aż w końcu, tego roku stał się cud (a może tylko przyjęto nowego pracownika, który nieopatrznie chciał się wykazać): postawiono znaki drogowe ograniczające prędkość i ostrzegające przed pieszymi na jezdni! Niestety nie zamontowano bariery energochłonnej , na której mógłby zatrzymać się pechowy pojazd w poślizgu zmierzającym do odmętów stawu, a to z uwagi na – nigdy byście na to nie wpadli! – „niebezpieczeństwo zderzenia z barierą”.

Teoretycznie ograniczenie prędkości do 30 km znacznie podnosi bezpieczeństwo pieszych i w ogóle wszystkich użytkowników dróg, ale żeby ten numer zadziałał muszą zostać spełnione co najmniej dwa warunki :
– znaki powinny stać w ODPOWIEDNICH miejscach
– na kierowcach trzeba wymusić (na przykład poprzez systematyczne kontrole) stosowanie się do tych znaków

Znaki ograniczające prędkość nie znalazły się, niestety, bepośrednio pod tablicą z nazwą miejscowości (co by nakazywało ograniczenie na całym jej terenie), ale od strony Srokowa kilkanaście, a od strony Barcian około sto metrów za nią. W pierwszym przypadku znak jest kasowany przez skrzyżowanie 100-150 metrów dalej, tak więc kierowca może pokonać następny zakręt (tuż przed przystankiem) z normalną prędkością 50 km/h, a w drugim ogranicza prędkość – jeśli w ogóle! – zbyt późno, jeśli weźmiemy pod uwagę bliskość przystanku (kilkadziesiąt metrów) i obecność dzieci idących poboczem w drodze do lub ze szkoły.

To trochę dziwne, że osoba decydująca o rodzaju i rozmieszczeniu znaków drogowych w tej miejscowości uznała za konieczne – obok znaków „niebezpieczne zakręty – pierwszy w prawo”, „skrzyżowanie z drogą podporządkowaną” i oprócz tak dużego ograniczenia prędkości – zastosować znak „Uwaga piesi na jezdni!”, a nie uwzględniła konieczności zastosowania innych, wymienię te niezbędne:, „nierówna droga”, „śliska jezdnia”, „dzieci”, „sypki żwir”/”niebezpieczne pobocze”, „wypadki”. Postawienie znaków nieadekwatnie do stanu rzeczy to tylko pozorowanie troski o dobro mieszkańców, wygląda jak działanie na odczepnego.

Tak naprawdę, aby dzieci były bezpieczne w drodze do szkoły, potrzebny jest tu chodnik (raptem 200 m), dwie zatoczki autobusowe, przejście dla pieszych, barierki wzdłuż zakrętów i bariera energochłonna. Miejsce na chodnik i jedną zatoczkę jest, aby zrobić drugą zatoczkę trzeba się nieco postarać, w tej chwili wysiadający mają bardzo ograniczoną przestrzeń, którą stanowi stroma skarpa nad malowniczą rzeczką wypływającą ze stawu, jakże złowrogiego, gdy nadejdzie czas gołoledzi…

Zapraszamy do Kosakowa. Nie ma znaczenia czy przyjedziecie samochodem czy autobusem – atrakcje czekają na Was niezależnie od środka transportu.
… i niezależnie od naszej świadomości, że rozsądni ludzie nazywają takie atrakcje ZAGROŻENIEM…

A jak jest w innych miejscowościach?

Post wyświetlono 91 razy

5 komentarzy
  1. Aktywność drogowców z powiatu i urzędników z naszego podwórka pokazuje także sytuacja przy szkole podstawowej i gimnazjum w Srokowie – jakiś czas temu rodzice pisali petycje do Rejonowego Zarządu Dróg z adnotacją do wiadomości UG Srokowo, aby na zakręcie tuż przed szkołą postawić barierki, ponieważ dzieciaki „wylewają” się na drogę, zimą drogę sypie się dopiero ok dziewiątej rano, kiedy autobusy i samochody zrobią na niej lodową taflę i piasek zsypuje się siłą bezwładności i zimowych wiatrów. Było zdarzenie, że rozpędzony samochód przeleciał przez chodnik i zatrzymał się na resztkach stodoły, która tam kiedyś stała. Na skrzyżowaniu z ul. Barciańską od wieków jest przejście dla pieszych, z bardzo ograniczoną widocznością. Na wizję lokalną przybyli przedstawiciele drogowców i urzędników, drogowcy stwierdzili, że zrobić nic nie można bo chodnik za wąski!!! Urzędnicy zwrócili uwagę, że jak się te barierki postawi, to odśnieżać będzie ciężko. W efekcie – nowe, większe znaki ostrzegające (wreszcie zgodne z obowiązującymi normami) i odmalowane pasy. Odnoszę wrażenie, że ktoś chciał rodzicom oczy zamydlić, jeśli o mnie chodzi to się nie udało.

  2. Zgadzam się z Wami te znaki na trasie od Różanki do Srokowa są dość ciekawym pomysłem, może jeszcze zrobić przejście dla zwierząt leśnych szczególnie przed „skrzyżowaniem” na Mazany.Tam ograniczyć ruch do 30 km na godzinę bo się posilają nasze dzikie czworonogi takie „ekologiczne dożywianie”. Wtedy nie będzie wypadków z zwierzyną leśną bo trzeba żyć w zgodzie z przyrodą i dbać o ochronę środowiska.

  3. Nie chcą postawić barier itd. postawili znaki, no i by w tę zimę kierowcy nadal mieli gdzie się zatrzymać by nie wylądować w stawie naprawili siatkę. Sami wiemy o tym że do tych znaków mało kto się stosuje, bo na drogę wyjść jest naprawdę ciężko zwłaszcza wtedy gdy ludzie wracają z pracy. Czy potrzebne jest nieszczęście, aby w końcu coś z tym zrobiono.

  4. no i dziś rano zdarzył się wypadek: samochód ciężarowy wpadł do Kosakowskiego stawu, nie pomogła niedawno założona siatka, to następny argument za tym aby założono w tym miejscu bariery. Na szczęście nic nikomu się nie stało ale …

Dodaj komentarz

Obowiązkowe pola są zaznaczone *. Twój adres email nie zostanie opublikowany.